Półmaraton Warszawski okiem debiutanta

85937-PWA17-13046-21-000101-pwa17_01_pkl_20170326_111347.jpg

Debiut w półmaratonie za mną. W ostatniej chwili postanowiłam biec bez telefonu, tych wszystkich aplikacji i zegarków (a tak na prawdę to żadnego zegarka nie mam). W tym biegu byłam tylko ja, muzyka i Warszawa. I stwierdzam, że dla debiutanta to najlepszy wybór. Nie ma nic gorszego, niż ciągłe zerkanie, ile kilometrów za mną, a ile przede mną. A tak bym pewnie robiła. Po prostu biegnąc rozkoszowałam się widokami i świetną atmosferą. Dla osoby na moim poziomie wytrenowania i do tego z poza Warszawy uważam, że trasa była ułożona perfekcyjnie. Tym sposobem, zobaczyłam najpiękniejsze miejsca w stolicy, począwszy od Placu Teatralnego, Krakowskiego Przedmieścia, Łazienek Królewskich, Mostu Świętokrzyskiego po inne warszawskie ulice, w których historia przeplata się z nowoczesnością. Od początku biegło mi się lekko i przyjemnie, a od 5 kilometra w Łazienkach właśnie rozluźniłam się i poczułam jak w domu. Drzewa, budząca się do życia roślinność, śpiewające ptaki – magia miejsca. Tutaj zaczęłam przyspieszać i wyprzedzać. Od innych blogerów wiem, że z wyprzedzania można zrobić zabawę i sposób na nękające myśli typu: ile jeszcze do mety? Teraz sama mogę to potwierdzić, że to kapitalna zabawa, najpierw wzrokiem namierzasz ofiarę (głównie były to osoby w oryginalnych strojach), potem próbujesz dogonić, aż w końcu wyprzedzasz i już czujesz się, jak zwycięzca. I tak bawiłam się do 17 km. Do tego tyle się działo na całej trasie (zespoły grające na żywo, śpiewy, okrzyki kibiców), że nie wiem kiedy te kilometry pozostały za mną. Nie miałam, żadnego kryzysu, tzw. ściany, potrzeby skorzystania z toalety, ogromnego pragnienia czy uczucia głodu – kompletnie nic. Tylko od 17 km, w czasie podbiegu na Most Gdański zaczęłam słabnąć i czuć zmęczenie w nogach. Dopiero od tego momentu za przydatne uważałam oznakowanie trasy informacją o kilometrach. Bardzo pomogło mi to, gdy zobaczyłam, że jestem już na 20 kilometrze. I pomimo zmęczenia biegłam dalej bo wiedziałam, że meta jest tak blisko. Nagle zupełnie obcy mi ludzie krzyczą – „Daria już tylko 200 metrów”. Po tym poczułam wiatr w żaglach, za chwilę, zobaczyłam metę i dostrzegłam swoich kibiców i biegłam ile sił w nogach. Uczucie na mecie? Nie do opisania.

P.S.
Mój czas netto 02:27:58.
Warszawa, 25 marca 2017 r.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s