Czy ambicja to mój wróg? cz. 2 W drodze na Świnicę. O tym, że ważniejsza droga niż szczyt!

Ambicja i strach mają ze sobą coś wspólnego: ani jedno, ani drugie nie zna granic.

Jan – Philipp Sendker

 

Idąc drogą z Palenicy do Morskiego Oka oprócz plecaka niosłam ze sobą pragnienie przeżycia czegoś większego. Od momentu przyjazdu w Tatry moja ambicja chciała więcej niż spaceru po Krupówkach. Jednak to nie głód doświadczenia czegoś nowego, ambitnego, ale zwykły splot okoliczności sprawił, że wyzwanie zostało podjęte.

I niespodziewanie tego dnia obok ambicji był zwyczajny, ludzki strach.

Doświadczenia z tej tatrzańskiej wyprawy traktuję jako przygodę życia. Ten dzień pozostawił we mnie bogactwo pięknych wspomnień, różnych emocji i przemyśleń, powiem więcej, to była też dla mnie lekcja dokonywania wyborów i lekcja poruszania się po górskich szlakach. Poprzez tę historię chcę uczulić przede wszystkim na to, że należy pamiętać, że Tatry to góry wysokie, w których hula nie tylko wiatr, ale i śmierć.

Morskie Oko

Zaplanowana całodniowa wycieczka z Palenicy w kierunku Zawratu trwała od samego rana (tutaj cz. 1). Nad Morskim Okiem nie zabawiliśmy zbyt długo. Widząc ilość przebywających tam osób rezygnujemy z kawy. Uwieczniamy na zdjęciach magię tego miejsca, rzucamy ostatnie spojrzenie w stronę Rys i ruszamy dalej szklakiem niebieskim przez Świstówkę Roztocką do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Szlak od początku jest dość wymagający, cały czas pniemy się mocno w górę, ale widoki są zapierające dech w piersiach.

W drodze do Doliny Pięciu Stawów Polskich przez Świstówkę Roztocką
W drodze do Doliny Pięciu Stawów Polskich przez Świstówkę Roztocką
Widok na Morskie Oko
Widok na Morskie Oko
Dolina Pięciu Stawów Polskich
Dolina Pięciu Stawów Polskich

W Dolinie Pięciu Stawów wcale nie jest lepiej pod względem ilości turystów, ale mimo wszystko postanawiamy odpocząć, aby nabrać sił na dalszą wędrówkę i zjeść ciepły posiłek. Z perspektywy czasu uważam, że była to dobra decyzja, gdybyśmy wtedy wiedzieli, jaki długi będzie nasz dzień, zjedlibyśmy jeszcze deser.

Kierunek Zawrat
Kierunek Zawrat

Od samego rana idziemy mocno w górę. Trasa w kierunku Zawratu jest nie mniej wymagająca niż poprzednia. W dodatku spotykamy więcej schodzących niż wchodzących. Trochę już zmęczeni zazdrościmy im, że po pierwsze mają lepszy widok (schodząc z Zawratu pięknie widać Dolinę Pięciu Stawów), a po drugie mają już lżej. Jako optymiści cieszymy się, że za chwilę i my będziemy „mieć z górki”, w końcu w planie jest zejście Zawratowym Żlebem do Doliny Gąsienicowej, a stamtąd już bliziutko do Kuźnic.

Zawrat 2158 m n.p.m.
Na przełęczy Zawrat
Widok z Zawratu
Widok z Zawratu

Kiedy docieramy do Przełęczy Zawrat (bo to nie jest szczyt) czuję się nieswojo. Odzywa się mój lęk wysokości i dyskomfort związany z ekspozycją, czyli po prostu lęk przed przebywaniem na dużej wysokości. Przyznam, że ta ogromna przestrzeń wokół robi na mnie duże wrażenie. Jak to mówią mądrzejsi, lęki trzeba oswajać. W związku z tym przyzwyczajam się powoli do wysokości i przestrzeni. Podziwiam ocean gór, który mnie właśnie otacza. Przyglądam się ludziom i widzę śmiałków zmierzających w kierunku Koziej Przełęczy (część Orlej Perci). Zawrat to przełęcz, która jest początkiem najtrudniejszego szlaku w polskiej części Tatr, czyli Orlej Perci. Dla osoby, która dopiero zaczyna przygodę z górami Orla Perć to miejsce poza zasięgiem jej możliwości.

Widok z Zawratu na Zadni Staw, Krywań i Walentkowy Wierch
Widok z Zawratu na Zadni Staw, Krywań i Walentkowy Wierch

Myślę, że już zawsze Zawrat będzie wzbudzał we mnie wspomnienie zawracania. Jestem ciekawa etymologii tej nazwy. Tak jak wcześniej wspominałam, w planie mieliśmy zejście Zawratowym Żlebem w kierunku Doliny Gąsienicowej, ale rezygnujemy z tej trasy.

Widok wycofujących się ze szlaku ludzi wpłynął na nas do tego stopnia, że postanowiliśmy zmienić nasze plany. Choć droga sucha, a pogoda piękna to widzimy, że wielu turystów postanawia zawrócić ze względu na bardzo strome zejście i łańcuchy. Zastanowiło nas to, więc zaczęliśmy się wahać i zasięgać opinii innych osób znajdujących się na przełęczy. Poradzono nam zrezygnować ze żlebu i iść przez Świnicę. Dziś myślę, że opinie, jak to opinie potrafią być różne i są subiektywne. Dlatego uważam, że nie warto pytać przypadkowych osób. Do wysokogórskich wycieczek trzeba być wcześniej przygotowanym i sprawdzić poziom trudności wybranej trasy.

Zawrat jest takim miejscem, z którego nie ma łatwej drogi zejścia. W każdą stronę szlaki są dość trudne i wymagające określonych predyspozycji. W tym dniu góry nauczyły mnie, że w ich „objęciach” wszystko może się zdarzyć, że trzeba liczyć się nie tylko ze zmianą warunków pogodowych, lecz niekiedy z kompletną zmianą kierunków drogi.

W podjęciu decyzji, gdzie iść dalej bierzemy pod uwagę wszystko. Zwłaszcza to, że czas ucieka, słońce jest coraz niżej, a my jesteśmy na wysokości 2159 m n.p.m. Trzeba szybko coś wybrać. Definitywnie odrzucamy Zawratowy Żleb z jednej prostej przyczyny. Należę do osób, które wolą wchodzić po łańcuchach, niż z ich pomocą schodzić. Tak jest mi łatwiej. Pozostają więc dwie opcje. Pierwsza to iść przez Świnicę do Doliny Gąsienicowej, a druga to wracać skąd przyszliśmy. I tu zaczyna się problem, bo my bardzo nie lubimy wracać tą samą trasą, zwłaszcza w górach. Jesteśmy zwolennikami pętelek. Do tego dochodzi jeszcze ambicja.

Mój galopujący umysł zaczyna oceniać warunki:

  • niebo bezchmurne, sprawdzaliśmy wcześniej pogodę deszczu i burzy nie będzie,

  • warunki na szlaku bardzo dobre, jest sucho dawno nie padało,

  • prowiantu i picia wystarczy na cały dzień,

  • obuwie odpowiednie,

  • latarka działa,

  • mapa spakowana,

  • telefon naładowany,

  • aplikacja RATUNEK ( niestety brak, robię sobie w myślach wyrzuty, dlaczego jeszcze jej nie zainstalowałam)  http://fundacja.gopr.pl/Aplikacja-RATUNEK.

Po namyśle decyzja zapada. Kierunek Świnica.

Przełęcz Zawrat

Widok na Świnicę z Kasprowego Wierchu
Widok na Świnicę. Jej dwoistość wierzchołków najlepiej widać z Kasprowego Wierchu.
Widok na Świnice z Hali Gąsienicowej
Widok na Świnicę z Hali Gąsienicowej

Świnica to szczyt Tatr Wysokich, na który uważam, że należy być przygotowanym fizycznie i psychicznie. Chociaż jest dość popularny to obfituje w wiele wypadków. Od strony Zawratu to wysokogórska wspinaczka. To bliskość przepaści i dosłowne przytulanie się do skały. Podany czas przejścia nieadekwatny do realiów, dlatego, że ruch jest jednostronny, w dodatku szlak jest wąski, czasem trzeba kogoś przepuścić, albo ominąć. To nie jest spacer po Krupówkach! To wysokogórskie wspinanie się, ostrożne stawienie kroków i ciągłe skupienie uwagi, w czasie której to głowa męczy się najbardziej. I powiem szczerze, wszystko jest w naszej głowie. Strach, który może Ci w takiej drodze towarzyszyć zadziała albo mobilizująco, albo paraliżująco.

W drodze na Świnicę jeden fragment trasy i usłyszana rozmowa, sprawiła, że zaczęłam się po prostu bać. Na szlaku tym jest takie miejsce, które nazywają kominkiem. To jest prawie pionowa ściana, po której wchodzi się po klamrach i łańcuchach. Bliskość przepaści jest tym czynnikiem, który dodatkowo utrudnia przejście. Od początku przyjęliśmy taką zasadę, że idziemy swoim tempem, przepuszczamy tych, którym się bardzo spieszy, i których oddech czujemy na plecach. Dlatego, że presja oczekujących zawsze wywołuje pośpiech, a z niego rodzą się błędy, które mogą skończyć się dramatycznie.

Na moment utknęłam przed tym nieszczęsnych kominkiem. Niestety nie uwieczniłam go na zdjęciu, ale można wierzyć mi na słowo, że na jego widok ręce się pocą, a mięśnie drżą.

Próbuję przejść, ale nie radzę sobie, ślizgam się, nogi mam jakby za krótkie, więc się wycofuję. Stoję i zastanawiam się, co dalej? Aby nie wchodzić pod presją, przepuszczam dwóch schodzących chłopaków. Zejście zajęło im chyba trzy sekundy. Patrzę z podziwem. Kiedy już nas mijają, niechcący słyszmy ich rozmowę:

    • To tutaj zginęła ta dziewczyna.

    • Która dziewczyna? – pyta drugi

    • No ta, która roztrzaskała sobie głowę, a gościa, który z nią szedł, tak sparaliżowało, że musiał GOPR ściągać go ze ściany!

Gdy to usłyszałam na moment i mnie wmurowało w podłoże. Co robić? Uznać wyższość gór i zawrócić?

Nie wiem, czy to zadziałała adrenalina, syndrom przetrwania, czy Boża Opatrzność. W każdym razie opanowałam strach. W myślach odmawiałam Zdrowaś Mario i Aniele Boży, Stróżu mój, przy jednoczesnym szukaniu solidnych uchwytów i ostrożnym stawianiu nóg na wyślizganych skałach.

Szczęśliwie udało się pokonać ten najtrudniejszy dla mnie fragment trasy. Dalej nie było już takich trudnych technicznie momentów, co nie zmienia faktu, że cały czas byliśmy maksymalnie skoncentrowani.

W drodze na Świnicę
W drodze na szczyt

W końcu wdrapaliśmy się na szczyt Świnicy, a właśnie przycupnęliśmy tylko na jego brzegu.

Na Świnicy
Na Świnicy

Patrząc na to zdjęcie przypominam sobie wypowiedź Kingi Baranowskiej polskiej himalaistki, która weszła na dziewięć ośmiotysięczników. Kiedy w 2009 roku, jako pierwsza Polka w historii, zdobywała trzeci co wielkości szczyt świata Kanczendzongę 8586 m n.p.m., to mieszkańcy rejonu Tybetu powtarzali jej, aby

nie stawać na samym czubku góry, bo szczyt góry jest zarezerwowany dla Boga.

Bardzo to do mnie przemawia. A dla niej znaczy tyle, że należy nie tylko stanąć krok przed szczytem, ale przede wszystkim to, że szczyt jest w bazie, wiec trzeba donieść zwycięstwo do bazy.

Chociaż na naszym o wiele mniejszym szczycie widoki piękne, to nie zabawiamy tam długo, bo do naszej „bazy” daleko, robi się późno i trzeba jak najszybciej wracać.

Na Świnickiej Przełęczy przychodzi nam do głowy pomysł, aby dojść do Kasprowego Wierchu i zjechać do Kuźnic koleją linową. Jednak osoby idące od tamtej strony mówią nam, że ilość osób oczekujących na zjazd jest tak duża, że nie ma sensu czekać i lepiej schodzić pieszo.

Zejście ze Świnicy w kierunku Świnickiej Przełęczy
Zejście ze Świnicy w kierunku Świnickiej Przełęczy
Czarny szlak ze Świnickiej Przełęczy do Doliny Gąsienicowej
Czarny szlak ze Świnickiej Przełęczy do Doliny Gąsienicowej

Bez zastanawiania ruszamy dalej czarnym szlakiem do Doliny Gąsienicowej. Poziom satysfakcji z tego, co dokonaliśmy jest w nas tak duży, że prawie fruniemy nad kamieniami. Szybko docieramy do Przełęczy między Kopami, gdzie już zaczyna robić się ciemno.

Przełęcz między Kopami
Przełęcz między Kopami

Kierujemy się na Boczań i schodzimy do Kuźnic już w kompletnej ciemności. Fakt posiadania latarki był w tym momencie bezcenny. Po drodze wzdrygam się na każdy ruch w krzakach, wypatrując w nich niedźwiedzi. Dziś mnie to śmieszy, ale wtedy wcale nie było mi do śmiechu. Na szczęście obok było silne ramię męża. 😉

To był długi, emocjonujący dzień. Nie zapomnę go do końca życia. To były kompletnie nowe doświadczenia i wrażenia. Gdy emocje opadły wyciągnęliśmy z tej wycieczki wiele wniosków. Dla osób z dużym doświadczenie górskim przejście Świnicy to bułka z masłem, jednak dla nas żółtodziobów to było prawdziwe wyzwanie.

Na zakończenie dodam, że góry to miejsce, w których wychodzi prawdziwa natura człowieka. Tam buduje się szczególna więź z osobą, która nam towarzyszy.

Takie górskie wycieczki wyrabiają odwagę i poczucie odpowiedzialności za siebie i za drugiego człowieka.

Dolina Gąsienicowa

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s