Oko w oko z wilkiem, albo niedźwiedziem, czyli co robić, kiedy spotkamy na swej drodze dzikie zwierzę?

Uprawianie sportu na świeżym powietrzu staje się w naszym kraju coraz bardziej popularną formą spędzania wolnego czasu. Ruszyliśmy się z kanap i wędrujemy po górskich szlakach, lasach i innych miejscach, byle tylko, jak najdalej od miasta. Szukamy totalnego odcięcia się od codzienności, zdystansowania i zrelaksowania, a górski świat nadaje się do tego idealnie. Przyznajcie sami, czy chociaż raz w życiu nie przyszło Wam do głowy, aby rzucić wszystko i jechać w Bieszczady? Każdy zna to hasło, prawda? Dla jednego będą to Bieszczady, dla innego Tatry, czy inne Mazury, ale sens i cel pozostają ten sam – z dala od wszystkiego, co mamy na co dzień. Można zauważyć, że nawet biegacze zamiast biegów ulicznych zaczynają częściej wybierać trasy trailowe i górskie. Popularność jaką w ostatnim czasie przeżywają biegi górskie jest tego najlepszym przykładem. Nawet ja sama, dość szybko poszłam w tym kierunku. I owszem, o ile udział w Półmaratonie Warszawskim wspominam jako fantastyczną zabawę i imprezę biegową, o tyle mój pierwszy bieg górski w Pieninach zostanie na zawsze numerem jeden w mym sercu, bo to w takim bieganiu po górach i lasach jest wszystko, co w tym sporcie kocham. Bez względu na to, jaką formę w bliskości z naturą przybierze nasza aktywność fizyczna, należy zawsze pamiętać o tym, że wkraczamy na terytorium zarezerwowane dla zwierząt, które i tak, są nad wyraz gościnne w stosunku do nas – ludzi.

Przyrodę i zwierzęta zawsze traktowałam z szacunkiem, mając na ich temat wiedzę podstawową. Tak naprawdę temat dzikich zwierząt zaczął mnie szczególniej interesować, kiedy dowiedziałam się, że w lasach, które znam od dziecka, po których chodzę i biegam pojawiły się wilki, których nie było tutaj wcześniej.  Na hasło wilk, albo niedźwiedź wielu dostaje gęsiej skórki, ja również, a przecież, jak pisała Simona Kossak „W sadze Puszczy Białowieskiej”:

Wilk, ten postrach z baśni i legend, jest, jak na ironię, bliskim krewnym psa – naszego najwierniejszego przyjaciela.”

Trudno się z tym nie zgodzić. Myślę sobie, że to już najwyższy czas, aby pójść dalej. Wyjść z bajek i legend, posłuchać i poczytać mądrych ludzi, którzy znają temat od podszewki i przede wszystkim mają dobre intencje w stosunku do zwierząt. Czas dowiedzieć się, co w trawie piszczy. Dlatego poprosiłam dwie osoby, znające temat naukowo i empirycznie, aby podzieliły się ze mną i z Wami, wiedzą i doświadczeniem w obcowaniu z dziką zwierzyną, z którą może prędzej niż później przyjdzie nam się kiedyś spotkać. 

O wilki, które pojawiły się moim miejscu zamieszkania, czyli w Dolinie Baryczy zapytałam osobę, która zajmuje się edukacją przyrodniczą oraz monitoringiem wilka, niedźwiedzia i rysia, Pana Michała Figurę, będącego członkiem Stowarzyszenia dla natury „Wilk”.

WATAHA

Daria Kowalska: Jako uczestnik i współtwórca seminariów z tropienia wilków organizowanym przez WildlifeSeminars, a także jako fotograf i przyrodnik, czy miał Pan to szczęście stanąć oko w oko z wilkiem żyjącym na wolności? Doświadczył Pan jego hipnotyzującego wzroku?

Michał Figura: Spotkanie wilka w jego naturalnym środowisku jest niezwykle trudnym i rzadkim zjawiskiem. Osobiście kilkakrotnie spotykałem te drapieżniki podczas moich leśnych wypraw. Niestety nigdy nie spotkałem się z „hipnotyzującym wzrokiem” wilków, ponieważ spotkania były krótkie i trwały zaledwie kilka sekund, po czym zwierzę uciekało.

Osobiście podziwiam wilki za strategię polowań, inteligencję, spryt, ale najbardziej fascynuje mnie w nich ich życie stadne. Proszę powiedzieć, jak wilki tworzą hierarchię w obrębie swojej wilczej rodziny?

Tak zwana wataha (osobiście nie przepadam za tym określeniem wilczego stada) to po prostu rodzina. Zakładana jest przez parę rodzicielską, a jej członkami oprócz tych dwóch wilków jest ich potomstwo. Bardzo rzadko się zdarza, by wilki pozwoliły przyłączyć się do grupy niespokrewnionemu osobnikowi. Są raczej mało tolerancyjne dla intruzów i zwykle takie osobniki przepędzają. Podobnie jak w rodzinach ludzkich rodzice są najważniejszymi członkami grupy, a zarazem najbardziej doświadczonymi osobnikami. To te wilki najczęściej polują i tylko te rozmnażają się w danej grupie.

Czy to prawda, że wilki pojawiły się w lasach Doliny Baryczy, głównie w Nadleśnictwie Milicz (obszar 26 349 ha) i Nadleśnictwie Żmigród (obszar 16 030 ha). Jak Pan sądzi, co sprowadziło te zwierzęta kochające ruch i przestrzeń na stosunkowo małe, jak dla nich obszary?

Lasy milickie to nie tylko Nadleśnictwo Milicz, to spory leśny obszar, na którym żyje dużo jeleni, saren, dzików oraz mniejszych ssaków, są doskonałe miejsca, by bezpiecznie wyprowadzić młode oraz możliwość migracji w różnych kierunkach. Wilki dobrze adaptują się w dużo gorszych warunkach, więc ich występowanie w Dolinie Baryczy nie jest niczym zaskakującym. Bardziej zaskakujące byłaby ich nieobecność w tak bogatym przyrodniczo miejscu.

Dolina Baryczy to miejsce, w którym nie brakuje amatorów aktywnego spędzania czasu na łonie natury. W licznych na tych terenach lasach i stawach przebiegają szlaki konne i rowerowe, i coraz więcej osób wybiera bieganie w naturalnym terenie. Jakie jest prawdopodobieństwo spotkania wilka przez osoby spacerujące lub uprawiające sport w lesie?

Prawdopodobieństwo spotkania wilka jest naprawdę niewielkie, ale skoro wilki tam żyją to nie można takiej ewentualności wykluczyć.

Zatem, jak się zachować, gdy już dojdzie do spotkania wilka z człowiekiem?

Zapytany o to co robić, gdy już spotkamy w lesie wilka, zawsze odpowiadam „robić zdjęcia” :). Pewnie zanim wyjmiemy aparat, czy telefon wilka już nie będzie, ale jeśli się uda go sfotografować, to będziemy mięli naprawdę unikatowe zdjęcie.

Jakie zachowanie wilka powinno wzbudzić nasz niepokój i co w jego postawie będzie odbiegło od normy?

Po odpowiedź na to pytanie odsyłam do rad specjalistów z Large Carnivore Infinitive for Europe (LCIE), które można znaleźć w polskiej wersji językowej na stronie – http://www.polskiwilk.org.pl/z-wilkami-po-sasiedzku

Jak skomentuje Pan zachowanie wilka, który w 2018 r. zaatakował dzieci w Bieszczadach?

Wilk, który pokąsał dzieci w Bieszczadach został zaraz po tym zastrzelony, a jego ciało poddane sekcji. Wcześniejsze obserwacje wilka i późniejsza sekcja wskazały, że wilk ten był oswojony. Mógł być przetrzymywany w niewoli lub systematycznie dokarmiany przez człowieka. W niedalekiej okolicy znajduje się kilka nęcisk dla fotografów przyrody, gdzie systematycznie dostarczane jest mięso, by zwabić drapieżniki.

W jaki sposób można zmienić wizerunek wilków, które od pokoleń uznawane są za bestie?

Najważniejsza jest edukacja prowadzona przez ludzi posiadających wiedzę na temat wilków. Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” nieustannie, od wielu lat prowadzi wszelkiego rodzaju prelekcje, szkolenia czy warsztaty o biologii i ekologii tych fascynujących ssaków. Zapraszam również na stronę http://www.polskiwilk.org.pl/  oraz na warsztaty http://www.wildlifeseminars.com/

cof
zdj. Piotr Ścibior

Drugą osobą, która zgodziła się podzielić swoimi doświadczeniami w kontakcie z dziką naturą jest człowiek, dla którego, chyba śmiało mogę powiedzieć, że góry są drugim domem, a nocna wędrówka, albo nocleg w sercu Bieszczad to normalka. Piotra Ścibiora, bo to o nim mowa, znajdziecie w mediach społecznościowych pod hasłem „Z dala od cywilizacji”, gdzie publikowane przez niego zdjęcia gór oraz przemyślenia sprawią, że będziecie chcieli, jak najszybciej rzucić wszystko i jechać w Bieszczady.

Opowiada Piotr Ścibior.

Nasi przodkowie w zamierzchłych czasach żyli w ścisłej symbiozie z naturą. Oczywiście, na przestrzeni stuleci, ukształtowały się w nas zupełnie inne postawy wynikające ze zmieniającego się sposobu życia. Patrząc na nasz kraj z przykrością stwierdzam, że jest niezmiernie mało miejsc, które nie zostały poddane mniejszej czy większej urbanizacji. Im bardziej rozwijamy się cywilizacyjnie i rozrastamy jako społeczeństwo, tym częściej wkraczamy w obszar przyrody, aby ją poskromić i zagospodarować, robiąc sobie więcej przestrzeni do życia. Tak przywykliśmy do „prostego i bezpiecznego” życia w komfortowym świecie naszych domów, samochodów oraz możliwości korzystania z dóbr konsumpcyjnych, że znacząco oddaliliśmy się od naszej naturalnej umiejętności współistnienia z przyrodą.

Na przestrzeni ostatnich lat, my Polacy, zrobiliśmy się nad wyraz aktywnym narodem i bardzo chętnie spędzamy czas na łonie natury. Ja skupię się na tych, którzy w swej aktywności outdoorowej zapuszczają się w góry, lasy, doliny i wszystkie inne miejsca, które – jeśli nie od razu – są tymi z dala od cywilizacji, to jednak w nich nasza aktywność przecina się z naturalnym środowiskiem życia dzikich zwierząt, przed którymi czujemy strach, a przynajmniej dużą dozę niepokoju.

Jesteśmy wychowani (przynajmniej starsze pokolenie) na bajce o Czerwonym Kapturku, którego pożarł zły wilk. Z drugiej strony mawia się, że nie taki wilk straszny jak go malują… No więc jak to jest z tą dziką zwierzyną w Polsce? Należy się jej bać, czy możemy być spokojni?

Czworonożnych u nas bez liku. Pomimo sztucznych przeszkód, które jako ludzkość stawiamy im niejednokrotnie na drodze, przeróżne gatunki istnieją i rozwijają się doskonale. W większości polskich lasów, z tych większych stworzeń do czynienia mamy z sarnami, jeleniami, łosiami oraz dzikami. Z kopytnymi najwięcej niebezpieczeństwa jest na styku terenów leśnych i dróg. Ile to już było komunikatów o wypadkach, w tym niestety śmiertelnych, których przyczyną było zderzenie pojazdu z sarną lub jeleniem. Tego nie da się uniknąć, co najwyżej możemy minimalizować ilość zdarzeń. Albo to poprzez wybór teoretycznie bezpieczniejszej drogi (drogi ekspresowe, których bezpieczeństwo podnoszą ogrodzenia) lub po prostu, zdejmując nogę z gazu, co pozwoli nam na bardziej skuteczną reakcję w kryzysowej sytuacji. Spotkanie na drodze może nam się również przydarzyć z dzikiem. Natomiast one dodatkowo, pomimo że wydają się całkowicie fajtłapowate, a do tego śmierdzą i są brzydkie, to jak się okazuje bywają doskonałymi biegaczami, przed którymi ciężko uciec na otwartej przestrzeni. Potrafią bowiem rozpędzić się do prędkości 60 km/g.

Oczywiście w środku lasu możemy zanucić:

„Dzik jest dziki, dzik jest zły
Dzik ma bardzo ostre kły
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo zaraz zmyka”

po czym zrobić dokładnie to co mówią słowa piosenki. Zdarzały się jednak przypadki, że dzik potrafił wykazać się ogromną cierpliwością i oczekiwał kilka lub kilkanaście godzin pod owym drzewem z nadzieją, że delikwent jednak pozwoli sobie zejść. Niemniej jednak jest dla nas jakaś opcja ratunku, ale tak czy inaczej na dziki należy uważać.

To co jest wspólnym mianownikiem dla wszystkich zwierząt to ich potencjalne zachowanie, kiedy mają młode i wspólnie się przemieszczają. Najgorsza z możliwych sytuacja, to kiedy znajdziemy się pomiędzy wspomnianymi młodymi a matką, która wówczas rozwścieczona do granic możliwości może mieć ochotę zrobić nam krzywdę w obawie o bezpieczeństwo swoich pociech. To dotyczy zarówno dzików, niedźwiedzi oraz innych gatunków. Drugim momentem, kiedy zwierzęta wykazywać mogą się większym niż zazwyczaj podenerwowaniem jest okres godowy i wówczas nie należy im zwyczajnie przeszkadzać w rytuale. Tak czy inaczej są to sytuacje, z którymi na co dzień nie spotykamy się nagminnie idąc lasem, więc zwyczajne zachowanie zdrowego rozsądku i trzymania się pewnych zasad bezpieczeństwa będzie wystarczające. Zresztą jak zauważycie lub już zauważyliście, incydentalnymi są przypadki w kraju, żeby dziki zwierz zrobił krzywdę przypadkowemu człowiekowi.

Podążając dalej w rozważaniach, najbardziej rozpalającymi zmysły stworzeniami, jakie żyją w naszym kraju są niedźwiedzie i wilki.

dav
zdj. Piotr Ścibior

O ile wilki spotkać możemy praktycznie na terenie całego kraju w mniejszych czy większych grupach oraz w mniejszych i większych kompleksach leśnych, to niedźwiedzie, jednak występują głównie na Podkarpaciu i wcale nie jest ich tam mało. Oczywiście są też w Tatrach, nie zapomniałem o tym, choć nie są tak liczne. Niepokojące, to fakt, że te tatrzańskie częściowo uległy zjawisku synantropizacji, czyli zaniku instynktu strachu przed ludźmi, co akurat dla turystów wcale nie jest dobrą informacją. Wynika to niestety z łatwego dostępu do pożywienia pozostawianego przez turystów, gdzie popadnie. Wiele osób, będąc po raz pierwszy w górach, zdziwiona jest brakiem koszy na śmieci na szlakach. Nie ma tychże właśnie dlatego, żeby zwierzęta nie korzystały z odpadków i nie przyzwyczajały się do łatwego zdobywania żywności. W kontekście niedźwiedzi, pojedynczy osobnik jest podobno w Beskidzie w rejonie Babiej Góry oraz wyczytałem informację, że po wielu latach powrócił niedźwiedź w rejony Masywu Śnieżnika w Kotlinie Kłodzkiej w Sudetach.

Bieszczady, które są najbliższym memu sercu rejonem, moim głównym domem górskim, charakteryzują się tym, że tam właśnie występują na jednym obszarze wszystkie gatunki dzikich zwierząt żyjących w Polsce. Poza oczywistymi gatunkami dominują niedźwiedzie, rysie, żbiki, wilki i żubry. W tej chwili populacja żubrów przekroczyła nawet zakładaną ilość, która jest w stanie bezpiecznie bytować w Bieszczadzkich lasach i są plany przesiedlenia pierwszych sztuk w rumuńskie góry, gdzie będą miały przestrzeń do rozwoju.

Skąd zatem w Bieszczadach tyle tych zwierzaków? Otóż dzieje się tak z uwagi na stosunkowo duże przestrzenie, które tam występują. Doskonale to widać, kiedy jedziemy jedną z nielicznych dróg na terenie Bieszczad. Dookoła morze gór, poprzecinanych dzikimi dolinami, kilometry niedostępnych lasów i tylko gdzieniegdzie pojawiają się małe osady ludzkie, które nie ingerują w sposób destruktywny w naturalne otoczenie. Zwierzęta mają zatem przestrzeń do życia, rozmnażania się, przemieszczania. A warto pamiętać, że zwierzyna również migruje. Zdarzały się przypadki, że niedźwiedź tatrzański potrafił z Polski przejść na Węgry, wrócić do kraju w bieszczadzkie lasy, a następnie powędrować w ukraińskie Gorgany. Tak samo jest z wilkami, które potrafią wędrować pomiędzy kompleksami leśnymi. W Bieszczadach dodatkowo mamy sąsiadującą Ukrainę, gdzie dostępne są jeszcze bardziej dzikie przestrzenie rozległego łańcucha Karpat.

A zatem bać się czy nie?

Moim zdaniem bać się nie należy, zachować jednak należy zdrowy rozsądek, umiar i być uważnym. Co być może dla niektórych zaskakujące, dzikie zwierzęta boją się nas ludzi, tak samo, jak my ich się boimy. Tak jak wyczuwamy ich zapach i często nie jest on przyjemny, tak samo nasz zapach jest tym całkowicie innym, który jest dla dzikich zwierząt sygnałem ostrzegawczym, że ktoś spoza ich świata zaplątał się w lesie. Pamiętać należy, że zwierzęta mają fantastyczne zmysły węchu, słuchu, których możemy im pozazdrościć. Z reguły są płochliwe i zawczasu potrafią usunąć się gdzieś w zarośla. Znajdując się w swoim naturalnym środowisku przyzwyczajone są do wszystkiego poza ludźmi, dlatego stanowimy dla nich tak inny byt, że w momencie, kiedy nasze drogi się przecinają, naturalnym odruchem jest ucieczka, a właściwie wycofanie się na bezpieczną odległość i obserwacja potencjalnego zagrożenia.

I tu dochodzimy do kolejnego zagadnienia, jakim jest sposób w jaki powinniśmy się zachowywać, wędrując gdzieś z dala od cywilizacji. Jeśli jesteśmy w większej grupie, to naturalnym jest, że idąc rozmawiamy, wydajemy bardziej skondensowane odgłosy, które docierają do czujnych zwierząt. Problem zaczyna się, kiedy idziemy sami lub kiedy przemierzamy drogę w deszczu lub wietrze, gdzie nasz zapach i dźwięk nie dotrze w tak oczywisty sposób do mieszkańca lasu. Wówczas może się zdarzyć sytuacja, że gdzieś te ścieżki wędrówki mogą się przeciąć. Dalej mówię tu głównie o tych bardziej dzikich ostępach naszego kraju, mając na uwadze wilki i niedźwiedzie, z czego wilki co do zasady nie zagrażają naszemu bezpieczeństwu i są zdecydowanie płochliwe. Oczywiście istnieją wyjątki od reguły i mogą zdarzyć się sytuacje nawet w przypadku tychże płochliwych wilków, że kiedy siedzimy zbyt cicho w lesie jesteśmy w stanie wejść praktycznie w środek pogoni wilków za koziołkiem, o czym autor mógł się swego czasu przekonać na szwank wystawiając i tak już zszargane nerwy.

Należy pamiętać również o tym jak funkcjonują zwierzęta. Poza tym, że możemy je oczywiście spotkać w ciągu dnia, to jednak ich znakomita aktywność zaczyna się po zmroku, a kończy wraz ze świtem. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że możemy się na nie natknąć zdecydowanie łatwiej, nawet na uczęszczanych szlakach nocą, bo zwyczajnie w trakcie dnia starają się nie zapuszczać w rejony, które kojarzą się im z aktywnością ludzką. A zatem teoretycznie nie powinniśmy wędrować po zmroku, chcąc zminimalizować potencjalne zagrożenie, nie zaburzając im naturalnego rytmu.

Będąc w Bieszczadach, szczególnie właśnie w miejscach większego odosobnienia, natężenia dzikiej zwierzyny, pory wędrówki, staram się zachowywać zwyczajnie bardziej donośnie niż zwykle. Dobrym zwyczajem w samotnej wędrówce są wyraźne stuknięcia kijami trekkingowymi o kamienie mijane na ścieżce, albo kijkiem o kijek. Moim towarzyszem jest zawsze gwizdek przyczepiony na szelce plecaka i już nie raz zdarzało mi się go wykorzystywać. Podobno dobrym rozwiązaniem jest dzwoneczek przypięty do plecaka, co mi akurat nie przyszłoby do głowy, bo permanentny dźwięk doprowadziłby mnie zapewne do frustracji. Jeśli nie mamy kijków, nie ma kamieni, nie mamy gwizdka czy dzwoneczka zawsze możemy sobie podśpiewywać po drodze. Szczególnie polecam:

„Stary niedźwiedź mocno śpi,
stary niedźwiedź mocno śpi.
My się go boimy, na palcach chodzimy.
Jak się zbudzi to nas zje,
jak się zbudzi to nas zje.”

cof
zdj. Piotr Ścibior

A zatem, reasumując – nie taki wilk straszny, jak go malują.

Największe zagrożenie w Polsce stanowić może dla piechura niedźwiedź, przed którym najtrudniej nam się skryć, bo i wejście na drzewo niewiele pomoże. Zatem rozsądek i obserwacja, i prewencja.

Często słyszałem pytania o to, ile widziałem niedźwiedzi. Otóż rozczaruje Was, żadnego. Ale zwykłem też mawiać nauczony doświadczeniem, że nie tą miara należy mierzyć. Pytanie bowiem zawsze powinno być odwrotne: ile niedźwiedzi (tudzież innych dzikich zwierząt) widziało nas, będąc skrytymi podczas swej obserwacji i oceny ryzyka, jakie możemy dla nich stanowić.

Ich naturalna płochliwość zwiększa w sposób całkowicie naturalny nasze bezpieczeństwo podczas wędrówek. W kontekście spotkania miśków, zaleca się spokojne wycofanie się z jego obszaru, ale nie wolno się przy tym odwracać i nie powinno patrzeć się prosto w oczy naszemu przeciwnikowi. Z drugiej jednak strony czytałem ostatnio, że powinniśmy zacząć machać rękoma, żeby zwiększyć naszą objętość i dać niedźwiedziowi do zrozumienia, żeby nie podskakiwał, bo ma do czynienia z najgroźniejszym z dzikich, czyli człowiekiem. Największy problem w tym wszystkim, o jakim myślę, to nawet nie sposób, w jaki możemy reagować, tylko to, czy w takiej sytuacji strach nas nie sparaliżuje na tyle, że nie będziemy w stanie myśleć racjonalnie. W takich sytuacjach ucieczka to pierwsze co nam przychodzi do głowy, a to może pociągnąć za sobą reakcje i początek ataku.

W przypadku biwakowania w dzikich miejscach nie unikniemy nocą leśnych sąsiadów. Ilość nocnych odgłosów w lesie jest fascynująca. Śpiąc w namiocie mamy zapewniony jako taki komfort psychiczny, bo jesteśmy oddzieleni od świata zewnętrznego tą cienką powłoką i przynajmniej nic nie widzimy, choć czasem czujemy obecność albo odgłos ocierającego się zwierzaka o tropik namiotu. Sytuacja zmienia się, kiedy śpimy bez namiotu, wówczas możemy przynajmniej kontrolować otoczenie i jest więcej emocji. Ważne, aby nie rozkładać się blisko wyraźnych ścieżek wydeptanych przez mieszkańców lasu. Unikać należy bliskości wodopojów, gdzie nocą rozpoczyna się towarzyskie spotkanie.

Warto pamiętać o żywności, która mamy przy sobie. Największe zagrożenie, jak zwykle stanowią niedźwiedzie, w przypadku których dla naszego bezpieczeństwa powinniśmy spakować całą żywność do jednego worka i powiesić gdzieś na drzewie, około 50 lub 100 metrów od naszego obozowiska, jeśli to możliwe. Są sytuacje, że nie mamy jak zabezpieczyć w ten sposób żywności, biwakując gdzieś na otwartej przestrzeni. Wówczas zdarzają się sytuacje, że jakiś rudy cwaniak chce swym lisim sprytem wyrwać nam spod głowy plecak, z którego roznosi się zapach łatwej zdobyczy kulinarnej.

WP_20170216_11_58_10_Pro_LI
zdj. Piotr Ścibior

Pokrótce starałem się opisać te najistotniejsze kwestie związane z tematem dzikich zwierząt i sposobów unikania niebezpieczeństwa. Temat rzecz jasna jest dużo szerszy i można analizować jeszcze wiele szczegółów, ale to co powtórzę raz jeszcze na koniec, zapraszając do dyskusji – korzystaj z uroków, jakie daje nam natura, ale bądź przy tym rozsądny i ostrożny.

Piotr Ścibior

Z DALA OD CYWILIZACJI

www.instagram.com/z_dala_od_cywilizacji

Tymczasem ja kłaniam się nisko i dziękuję za wypowiedzi moim rozmówcom, a Was zachęcam do podzielenia się w komentarzu Waszymi doświadczeniami w spotkaniach z dzikimi zwierzętami.

Możesz też wysłać tekst w świat za pomocą przycisku – udostępnij. Niech się niesie i edukuje.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s